Tango i Buenos

0
79
Rate this post

Rano w Trelew spakowaliśmy wszystko do samochodu i ruszyliśmy na lotnisko. Lotnisko próbowało się przed nami ukryć, ale po jakichś 30 minutach kręcenia się w kółko (co jak na miasto wielkości 100 000 mieszkańców i posiadającym jeden port lotniczy jest niezłym wyczynem) i omyłkowym dotarciu na terminal autobusowy (pojechałem za znakiem Trelew Terminal myśląc że chodzi o terminal lotniczy) znaleźliśmy się na lotnisku.

Chwilę później pojawiła się tam pani, której mieliśmy zwrócić wypożyczony samochód. Na szczęście nie stwierdziła żadnych widocznych obrażeń naszego czerwonego potwora. Musieliśmy tylko dopłacić za dodatkowe kilometry przejechane -powyżej 200 km dziennie. Przy wypożyczaniu dogadałam się z nią, że za 200 km dziennie dodatkowo zapłacimy 30 peso.

Z Trelew do Buenos Aires wylecieliśmy o czasie. Zanim nas wypuścili z lotniska musieliśmy opłacić „podatek wylotowy” w wysokości 17 peso od osoby. W trakcie lotu zjedliśmy nieśmiertelną kanapkę z szynką i z serem. Po 1h 40 min lotu wylądowaliśmy w Buenos. Gdy znaleźliśmy się na lotnisku, dokonaliśmy aktualizacji planu. Wynikało z niego że mamy problem – powinniśmy być w Iguazu 10.12, a z Mendozy jedzie się tam aż 36 godzin. Aby nie spędzać ostatniego tygodnia naszych wakacji oglądając Argentynę zza szyby autobusu, zdecydowaliśmy się na kupno biletu na samolot z Buenos Aires do Iguazu. Stwierdziliśmy, że do Buenos z Mendozy jedzie się drobne 14 godzin, więc jeszcze będziemy mogli odwiedzić dzielnicę rządową Buenos Aires, której nie zwiedziliśmy. Dalszy plan jest więc taki: Buenos – Mendoza – Buenos – Iguazu – Sao Paulo – Warszawa.

Po nabyciu biletów lotniczych skoczyliśmy do hotelu zostawić bagaże i potwierdzić rezerwację na wieczorny pokaz Tango Complejo, który poleciła nam Sabrina z hotelu Vida Baires. Następnie przejechaliśmy na dworzec autobusowy kupić bilety na następną noc do Mendozy. Dworzec w Buenos Aires, Retiro, robi wrażenie – jest olbrzymi i kłębi się tam dziki tłum ludzi. Kupiliśmy bilety na autobus Andesmar klasy Cama (czyli wygodne rozkładane siedzenia, ale jeszcze nie kuszetki) z Buenos Aires o 20.15 do Mendozy (przyjazd o 10.00).

Dalej ruszyliśmy do znanej nam już dzielnicy sklepowej, gdzie dokonaliśmy zakupu pendrive’a 16GB – Marta narobiła tyle zdjęć, że jeden stick 16 GB przestał wystarczać. A drugi stick Zbyszek zostawił w Sao Paulo. W hotelu byliśmy o 18.40, bo o siódmej miała po nas przyjechać taksówka i zabrać na Tango Show. Taksówkarz był nawet przed czasem, ale z powodu korków byliśmy na miejscu z opóźnieniem. Najpierw wzięliśmy udział w lekcji tango, podczas której obowiązywała zmiana partnerów co kilka minut. Ja zrobiłem (co przyznaję z wrodzoną skromnością) dobre wrażenie – kilka partnerek pytało się mnie nawet czy już w przeszłości tańczyłem tango i musiałem im odpowiadać że to była pierwsza moja lekcja. Marta w ogóle nie miała problemów – co najwyżej przeszkadzało jej trochę, że przez ostatnie pół roku chodziła 5 razy w tygodniu na Sambę i Reggeaton i początkowo próbowała tańczyć kroki sambowe, ale szybko dała radę się przestawić.Lekcja tanga zakończyła się krótkim pokazem uczestników i rozdaniem pamiątkowych dyplomów. Zanim zaczął się pokaz tanga, czekała nas jeszcze kolacja, która konsumowaliśmy oglądając fragmenty filmów z klasyką tanga. Serwowane dania, jak na miejsce specjalizujące się w tańcu, a nie jedzeniu było całkiem smaczne, ale jednak wołowina tam podania nie mogła się równać z wołowiną która jadaliśmy w innych miejscach,

Pokaz Tango zrobił na nas duże wrażenie, szczególnie że mieliśmy dobre waruunki do obserwacji, bo nasz stolik był zaraz przy scenie. Najpierw tancerze pokazywali początki powstawania Tango. Ten taniec był domeną mężczyzn, którzy w ten sposób sposób „pojedynkowali się” między sobą. Dopiero znacznie później tango z tańca nizin społecznych awansowało do tańczonego przez elity. W trakcie pokazu poznaliśmy historię tanga od powstania do czasów współczesnych. Każda tangowa epoka była przedstawiona przez tancerzy ubranych stosownie do niej i tańczących w odpowiednim stylu.