Wśród lodowców…

0
96
5/5 - (1 vote)

Z: Dziś nasz drugi, ale jednocześnie ostatni dzień w El Calafate. Ponieważ nasz samolot odlatuje do Trelew dopiero o 20.38, postanowiliśmy wykorzystać czas i popłynąć na wycieczkę statkiem po lodowcach. W każdym biurze podróży mówiono nam jednak, że to nasza decyzja i nasze ryzyko i nie mogą nam zagwarantować na 100%, że wrócimy na czas, aby zdążyć na samolot. Kto wie, czy nie będzie jakiegoś problemu z katamaranem, a może autobus się zepsuje…Postanowiliśmy jednak zaryzykować, żeby lepiej poznać tutejsze lodowce. W końcu właśnie po to przyjechaliśmy na koniec świata…

Wycieczka Todos los Glaciares (Wszystkie Lodowce), na którą się wybraliśmy to rejs katamaranem, podczas którego opływa się po kolei trzy lodowce – w tym największy z nich – Uppsala. W biurze podróży, gdzie kupowaliśmy bilet ostrzegli nas, że o tej porze roku jest sporo gór lodowych w kanale do Uppsali (płynie się nim 20 km), więc nie ma możliwości dostać się bezpośrednio do niego. Podobno po raz ostatni do Uppsali można było dopłynąć 21 września.

Wszystkie wycieczki statkiem na lodowiec organizuje firma Fernandez Campbell, która jest tu monopolistą, pozostałe biura podróży tylko je sprzedają lub organizują dowóz do portu.

Ty razem dopisała nam pogoda. Był piękny, słoneczny dzień (aczkolwiek wietrzny i zimny). Katamaran, którym płynęliśmy był szybki (ponad 50 km/h) i miał wygodne lotnicze siedzenia. Statek dopływał do czoła lodowców Spegazzini i Perito Moreno na odległość około kilkaset metrów. Było to wystarczająco blisko, żeby zrobić zdjęcia, a jednocześnie bezpieczne w przypadku, gdyby kilkudziesięciometrowy kawał lodu zsunał się do wody powodując wysoką i gwałtowną falę.

M: Podczas dzisiejszej wyprawy podpłynęliśmy najpierw do oderwanych od lodowca, dryfujących przy brzegu jeziora, małych gór lodowych o pięknych kształtach i błękitnym kolorze. Lodowe bryły były doskonałym tłem na zdjęcia. Statek podpływał do nich na odległość kilku metrów. Na naszym katamaranie włączono dramatyczną muzyką a la Titanic, co dodatkowo podkręcało wrażenia wzrokowe. Lodowiec Uppsala, tak jak uprzedzali nas w biurze był nie dostępny, podpłynęliśmy tylko do pasa gór lodowych wypełniających szczelnie kanał prowadzący do lodowca. Kolejnym punktem programu był lodowiec Spegazzini, a na koniec Perito Moreno, ale od innej strony niż widzieliśmy go wczoraj.

Z: Nasz statek podpływał na kilka metrów do gór lodowych pozwalając niemalże na makro fotografię. Po drodze widzieliśmy także kondory unoszące się wokół szczytów nad jeziorem. Widoki, które roztaczały się ze statku bez wyjątku wszystkie nadawały się na plakat na ścianę… mleczno-niebieskie jezioro (zawdzięczające swój kolor lodowcom), biało-niebieskie lodowce, niebieskie niebo przetykane białymi kłębami chmur a dookoła surowe góry z białymi czapami śniegu… Zrobiliśmy kilkaset zdjęć… Umieścić możemy tylko kilka… Ale już teraz z przerażeniem myślimy o tym, że będziemy musieli po powrocie je przejrzeć i dokonać ostatecznego wyboru – teraz wydaje się, że wszystkie są piękne…

M: Na statku Zbyszek zauważył, że nie ma komórki. Stwierdziliśmy, że pewnie została w pokoju, więc przestaliśmy się tym przejmować zafascynowani lodowcami. Po powrocie do hotelu okazało się że komórka się nie znalazła, a nasz pokój jest teraz zajęty więc nie mogą sprawdzić, czy gdzieś nie spadła. Zostawiliśmy adres i poprosiliśmy, aby skontaktowali się z nami jakby jakimś cudem nastąpiło szczęśliwe odnalezienie. Na lotnisko zawiózł nas właściciel hotelu, za 50 peso (normalne taksówki były po ok.80). Lotnisko w El Calafate ciężko by było nazwać portem lotniczym. Na płycie mieścił się jeden samolot naraz, była tam jedna kafejka z cenami z kosmosu i niewielkim wyborem i jeden sklep z pamiątkami. Nasz samolot miał wylecieć z opóźnieniem, więc zasiedliśmy w kawiarni i ponad dwie godziny oczekiwaliśmy na odlot.

Lotnisko w Trelew, na którym wylądowaliśmy ok 23 było jeszcze mniejsze niż to w Calafate. Po odebraniu bagaży wsiedliśmy w taksówkę (20 peso) i pojechaliśmy do hotelu Touring Club, gdzie rezerwowałam wcześniej nocleg. Okazało się, że się pomylili w mailu i cena zamiast 140 peso za noc jest teraz 220 peso. Było już jednak późno i nie chciało nam się szukać innego miejsca, udało mi się wynegocjować obniżkę do 180 i zostaliśmy.

Źródło: https://palmtreeview.pl/odkrywajac-tajemnice-urokliwych-wodospadow-nidri-w-grecji