Część druga wycieczki, czyli zwiedzanie Burgas

0
65
Rate this post

Byłem jak najbardziej podjadany faktem, że będziemy mieli okazję troszkę pozwiedzać ten jeden z największych bułgarskich ośrodków przemysłowych oraz centrum administracyjne regionu. Burgas zamieszkuje ponad dwieście trzydzieści tysięcy osób, a co ważne dla Polaków w nadmorskim parku ustawiony jest pomnik Adama Mickiewicza, który spędził tu kilka miesięcy pod koniec swojego życia (zmarł ostatecznie w Stambule). Niestety nie mogliśmy go oglądnąć, bo był troszkę za bardzo oddalony od głównej ulicy.
Centrum Burgas ciągnie się wzdłuż głównej ulicy, która zamknięta jest dla ruchu samochodowego i ciągnie się w górę od dworca autobusowego i kolejowego, które położone są obok siebie. Przewodnik wytłumaczył wszystkim, że mamy dwie godziny na zwiedzanie, ale jeśli komuś zjedzie się dłużej, to może wrócić do Słonecznego Brzegu na własną rękę. Nie za bardzo nam się podobał ten pomysł, ale jak na jedną właściwie ulicę plus kilka obiektów kultu religijnego, to powinno wystarczyć. Wyruszyliśmy więc w górę, ulicą przy której po obu stronach były butki, restauracje, banki i wszystkie inne bezużyteczne głupoty, które średnio nas interesowały, a i ceny były dosyć wysokie. To zresztą typowe dla dużych miast.
Idąc ulicą Aleksandrowa dochodzimy do wielkiego komunistycznego „byldingu”, który góruje nad całym miastem i jest bardzo charakterystycznym elementem krajobrazu centrum. Tym budynkiem jest hotel Bułgaria, którego bryła bardzo przypomina tę znaną ze Słonecznego Brzegu (mowa o hotelu Kuban). Ludzie narzekający w Polsce na Pałac Kultury i Nauki powinni najpierw zobaczyć, co to znaczy szpecący okolicę budynek i wybrać się do Burgas. To jednak nie było najśmieszniejsze. Kawałek dalej stał wysoki na kilkanaście metrów pomnik żołnierza radzieckiego, który u podstawy miał żołnierzy odlanych bodajże z brązu ustawionych u jego stup i tworzących jakby podstawę. To dopiero jest tragedia. Musicie mi państwo uwierzyć. Obraz wyjątkowo szpetny. Klasyka socrealizmu.
W Burgas zwiedziliśmy kilka cerkwi, usiedliśmy chwilę wśród kwiatów w centrum, a już mocno zmęczeni jednak całym dniem chodzenia wróciliśmy do autobusu, który już miał odjeżdżać, a pilot czekał tylko na nas. Całe szczęście, że nie odjechali…