A gdzie, do cholery jasnej, są nasze prezenty?

0
99
Rate this post

Kolejnym punktem, który chcieliśmy dzisiaj zaliczyć była Mira (Demre), gdzie zamieszkiwał, rozdawał prezenty i był biskupem nie kto inny jak święty Mikołaj. To, że było po drodze było dużym plusem, a to, że lubię Mikołaja i lubię prezenty zdecydowało, że chciałem do miejsce odwiedzić. W tym samym mieście miałem także odwiedzić starożytne ruiny amfiteatru, które okazały się być całkiem konkretnym miejscem, ale zacznijmy od początku.
Przyznam się, że Demre to małe miasteczko i nie ma tam nic wartego uwagi oprócz kilku straganów z pamiątkami, torebkami, skórą i takim tam pierdółkami. Nie twierdze, że to brzydkie miasto, nie – ale turystom nie ma prócz miejsca pochówku Mikołaja nic do zaoferowania. Wstęp kosztuje 15 bodaj lirów, ale samo wnętrze nie zachwyca – stoi tam sarkofag, jakieś tam zdobienia i ogólnie bez rewelacji, dlatego śmiem twierdzić, że to miejsce można sobie najzupełniej w świecie odpuścić, ewentualnie zrobić sobie zdjęcie przy dwóch pomnikach św. Mikołaja z dziećmi i jechać do amfiteatru. Po drodze radzę także zerknąć na stoiska, bo można kupić tam np. tanie pocztówki, tanie wyroby skórzane i – uwaga – owoce kaktusa, które jadłem pierwszy raz w życiu, a które okazały się rewelacyjne w smaku. Jeszcze bardziej rewelacyjne okazało się to, że owoce kaktusa są na południu Turcji niezwykle dostępne i co najważniejsze – darmowe, dlatego od wizyty u świętego Mikołaja wyniosłem bardzo cenny prezent. Umiejętność zdobywania darmowych, słodziutkich i niespotykanych w Polsce owoców. Dla osób, które będą w Turcji – radzę zwrócić uwagę na duże, rozłożyste kaktusy rosnące przy bocznych drogach – często mają naprawdę dużo smacznych owoców, które należy obrać ze skórki, a potem smacznie skonsumować. Gdy już spróbowaliśmy, pojechaliśmy do amfiteatru, po drodze oczywiście wypatrując kaktusów.:)
Zapraszam do dalszej lektury!