Egipt okiem pisarza

0
49
Rate this post

Można powiedzieć, że jest to wyjątkowo biedny kraj, którego pewne części zmodyfikowano dla przyjemności turystów. Sprawdźcie, jak wygląda Egipt w relacji Macieja Rajka.

Dla tych z Was, którzy nigdy nie ruszyli się na południe od powiedzmy Rzymu, lądowanie w Egipcie będzie dużym przeżyciem. Nawet nie ze względu na oszałamiający widok delty Nilu, wpadającego do Morza Śródziemnego. Mam tu raczej na myśli temperaturę.

Gdy po odebraniu wizy wystawimy nos poza klimatyzowane pomieszczenie lotniska, suchość powietrza i gorąc po prostu zaprą nam dech. Jakakolwiek woda natychmiast odparuje z odkrytych powierzchni naszego ciała, i przez chwilę poczujemy jakby chłodną mgiełkę. Zaraz jednak potem zaczniemy już tylko rozglądać się za jakimś cieniem. I czymś do picia.

Hurghada, Sharm-el-Sheikh czy Kair?

Do Egiptu można przyjechać w dwóch celach: wysmażyć się, wyleżeć i najeść albo faktycznie coś zobaczyć. My w pewnym sensie postanowiliśmy zrobić i jedno i drugie. Spędziliśmy pierwsze trzy dni w Hurghadzie, aklimatyzując się, kąpiąc się w mocno-słonym morzu i generalnie robiąc wszystko co robią hotelowi turyści. Potem jednak wyruszyliśmy na wyprawę przez Luxor, Kair, aż po granicę z Sudanem.

I… wykończeni wróciliśmy do hotelu. Tym razem w Sharm-el-Sheikh.

Klimat męczy

Żeby nie rzucać słów na wiatr: w Egipcie można spokojnie wypocić 3-4 litry wody w ciągu dnia. Zwłaszcza jeżeli sporo się ruszamy i nie chowamy przesadnie przed słońcem. O konieczności uzupełniania płynów nie będę nikomu przypominał, nasz organizm sam się o to upomni. Niezwykle ważnym jest jednak pamiętać też by uzupełniać minerały. Jeżeli przez trzy tygodnie wypacamy z siebie wapń, magnez itd., a pijemy wyłącznie wodę, colę i czasem jakieś soki, może się to skończyć średnio. Tj. nie skończymy w ten sposób w szpitalu – nie po paru tygodniach – ale nasze ciało może na poważnie odmówić posłuszeństwa. Mnie to spotkało na środku Morza Czerwonego i nie było to specjalnie przyjemne.

Otóż złapał mnie skurcz najpierw w jednej, a niedługo potem w drugiej łydce. Nie muszę dodawać, że taka sytuacja raczej nie ułatwia pływania. Na szczęście w tak słonym morzu, i jeszcze mając płetwy jakoś sobie poradziłem. Polecam jednak dbać o nasze ciało w tych bądź, co bądź ekstremalnych warunkach.

Jakie wrażenie zrobi na nas Egipt?

Typowa wycieczka zorganizowana zabierze nas do wszystkich zabytków starożytnego Egiptu, pozostawiając jednak duży niedosyt jeśli chodzi o zabytki arabskie – a było to przez wieki kluczowe państwo w tej kulturze i do dziś wszystko co dzieje się w Egipcie bacznie obserwowane (i naśladowane!) jest w świecie muzułmańskim. W najlepszym razie zabiorą nas na kairski bazar (i to pewnie tylko na jeden, a nie na oba).

Z drugiej strony trudno się temu dziwić. W Egipcie jest po prostu mnóstwo do zobaczenia. Dzielnica koptyjska w Kairze jest wspaniała, podobnie wyspa Az-Zamalik (czasem zwana po prostu Zamalek). Piramidy, Karnak, przeniesiona świątynia w Abu-Simbel (samo południe Egiptu, żar wręcz niewyobrażalny, o siódmej rano może być pięćdziesiąt parę stopni), góra Synaj… Bez wątpienia jest to bogate kulturalnie państwo, które koniecznie trzeba odwiedzić.

Drugie dno

Jest to jednocześnie kraj niebywale biedny. Na każdym rogu będziemy zaczepiani (a już nie daj Boże, jeżeli jest z nami blondynka, jaką jest moja ówczesna dziewczyna…), ktoś będzie chciał nam coś sprzedać, a raczej wcisnąć. Kupując cokolwiek, musimy się spodziewać, że cena zacznie się gdzieś w okolicach stratosfery i trzeba ją będzie dopiero sprowadzić w bardziej rozsądne rejony (należy udawać umiarkowanie zainteresowanego, kręcić z niesmakiem głową, a potem długo i ekspresyjnie negocjować, symulując odejście gdy rozmowa napotka impas). Jeżeli kogoś poznamy w tym kraju, to będą to raczej mężczyźni. Kobiety mocno trzymają dystans i są raczej małomówne (inaczej wygląda to wśród młodych ludzi).

Można powiedzieć, że jest to wyjątkowo biedny kraj, którego pewne części zmodyfikowano dla przyjemności turystów. Najmocniej doświadczyłem tego, kiedy z bratem swojej dziewczyny wyskoczyliśmy ze statku, którym płynęliśmy do Asuanu, na postoju w Luksorze. Bulwar ciągnący się nad Nilem robił właściwie europejskie wrażenie. Chcieliśmy kupić coś do picia, najlepiej dużą colę. W sklepach przy głównej ulicy cena wynosiła 6 funtów egipskich. Poszliśmy dalej. Przecznicę dalej było to 5 funtów. Jeszcze jedna dalej i nagle asfalt zniknął ulic, szkło z okien, a w niejednych drzwiach widać było ludzi śpiących na każdym wolnym fragmencie podłogi. Nie było tu już latarni i zaczęliśmy trochę nerwowo się rozglądać. Za rogiem kupiliśmy butelkę i pognaliśmy z powrotem. Cena: 3,5 funta.